Jedna z niewielu wciąż jeszcze funkcjonujących stoczni w Szwecji. Dawniej najważniejsze miejsce pracy w Karlskronie i największy zakład przemysłowy w Szwecji. Budowana równocześnie z powstawaniem miasta, służyła przez wieki szwedzkiej marynarce wojennej. W XVII i XVIII wieku powstawała tu niemal cała szwedzka flota pełnomorska - szybkie drewniane fregaty i dumne okręty liniowe. Dziś stocznia jest już własnością prywatną i należy do koncernu Kockum.
Mur stoczniowy pochodzi z XIX w. i do dziś ukrywa przed ciekawymi oczami procesy produkcyjne w stoczni. Do środka zajrzeć można przez bramę na Chapmansplats w pobliżu Björkholmen (uwaga - zakaz fotografowania!). Z tej strony widać od tyłu karlskroński żuraw z 1803 - wysoki żółty budynek z miedzianym dachem (model żurawia pokazujący mechanizm pracy zobaczyć można w Muzeum Marynarki Wojennej). Przy odrobinie szczęścia zobaczymy też jedną z nowoczesnych korwet klasy Visby - okręty budowane w stoczni karlskrońskiej, wyposażone w silniki Saaba i kadłub zbudowany z tworzyw sztucznych (kompozytów), co sprawia, że jednostki te są niewidoczne na radarach.
Na teren starej stoczni na wyspie Lindholmen wejść można w zorganizowanych grupach z przewodnikiem - patrz Wartownia.
Żuraw służył (podobnie jak Żuraw w Gdańsku) przede wszystkim do stawiania masztów na żaglowcach. Aby uruchomić mechanizm przy pełnym obciążeniu, potrzeba było 96 osób, pracujących przy 4 kołowrotach. Obok Żurawia znajduje się niewidoczny zza bramy dok pięciopalczasty - pięć suchych doków, wykutych w granitowych skałach ogromnym nakładem pracy w latach 1758 - 1856. Szwedzka admiralicja chciała wszystkim okrętom zapewnić w zimie postój w suchych dokach - dzięki temu drewniane żaglowce mogły dłużej służyć flocie. Doków miało powstać 31 (z dwoma żurawiami), sił starczyło jedynie na pięć.Żuraw i dok pięciopalczasty nie są dostępne do zwiedzania.